[ WSTECZ | SPIS TREŚCI | DALEJ ]     


» RUFF'N'TUMBLE | Renegate 1994 | Platformówka «

O grach takich jak "Ruff'n'Tumble" powinno się uczyć w szkołach. Amiga jak wiadomo słynna była głównie z dużej liczby świetnych platformówek, wśród których znaleźć można "Superfroga" czy właśnie "Ruff'n'Tumble". Tej pierwszej nie zamierzam opisywać, bo jest tak bardzo znana, że nikomu nie trzeba tłumaczyć czym jest "Super żaba". Druga gra natomiast mimo, iż równie świetna (a nawet lepsza pod wieloma względami) to nie jest aż tak bardzo znana.

Osobiście do "R'n'T" mam o wiele większy sentyment niż do "Superfroga". Nie każdy jednak popiera moje zdanie, więc każdy musi sobie odpowiedzieć sam na pytanie, która z nich jest lepsza. Nie ulega jednak wątpliwości, że obie są świetne :). No, ale przejdźmy już do właściwej części recenzji, co by nie przedłużać niepotrzebnie. Ofkoz zaczniemy od fabuły, ale na wstępie muszę już wspomnieć, że zbyt oryginalna nie jest i od razu można zauwazyć nawiązanie do "Alicji w krainie czarów".

Główny bohater, Ruff Rogers, grał sobie w kulki. Wszystko było pięknie, ale pech chciał, że nastolatek wpadł do nory, a ta okazała się być teleportem do innego świata. Ruff znalazł się na innej planecie, gdzie rządzi zły Dr Destiny i jego armia robotów zwanych Tinheadami. Chłopak nie zamierza jednak czekać bezczynnie aż złe roboty go dopadną, więc bierze karabin maszynowy i rusza w nieznany mu świat, aby uwolnić go przed Dr Destiny oraz Tinheadami, a przy okazji odnaleźć kulki, które pogubił wpadając do nory.

Gracz wciela się w Ruffa Rogersa. Historia jak widać nie jest zbyt oryginalna, już to przecież skądś znamy. No, ale wróćmy jeszcze na chwilę do "Superfroga". Co nam dali programiści z Team 17? Historię zakochanego księcia, który rusza na pomoc księżniczce. Każdy się zatem zgozdzi, że "Ruff'n"Tumble" ma fabułę o wiele ciekawszą. Dobra, ale nie zamierzam porównywać tych dwóch gier, bo nie o to tu chodzi ;). Tak czy inaczej mamy do czynienia z platformówką, więc fabuła nie jest tu specjalnie ważna. Głównym celem gracza w "R'n'T" jest znalezienie wszystkich kulek w danym poziomie (czerwonych, zielonych i niebieskich), a następnie odszukanie wyjścia.

Co jednak jest tu takiego zachwycającego? Dla mnie najważniejszy zwykle jest poziom trudności. Są setki, albo i nawet tysiące platformerów, które zachwycają wszystkim, ale są zbyt łatwe. W przypadku "R'n'T" trzeba być przygotowanym na coś zupełnie innego: tu poziom trudności jest koszmarnie wysoki. Być może nie każdy poprze moje zdanie, ale dla mnie to jest ogromny plus tej produkcji. Jeszcze nigdy nie widziałem tak wymagającej gry jak ta. Pamiętam, że kiedyś z każdą planszą musiałem się męczyć przynajmniej jeden dzień zanim w końcu ją ukończyłem. Dziś już takich problemów nie mam, ale i tak często zdarza mi sie tracić jedno z cennych żyć.

Oczywiście nie wszystkim to się musi podobać i spora część graczy uważa, że twórcy z Renegade zwyczajnie przesadzili. No, ale w końcu co to za frajda ukończyć grę bez żadnych problemów? Z drugiej jednak strony co to za frajda ciągle w grze ginąć? Mimo to podobało mi się to, że gra jest tak trudna. Problemy zaczynają sie już w pierwszych planszach, a jest ich szesnaście, podzielone na cztery światy. Nie jest trudno spaść na kolce czy zostać rozstrzelonym przez kilka robotów na raz. Prawie cały czas ekran po brzegi jest zapełniony wrogami i pociskami, które posyłają w naszą stronę.

Na poziom trudności wpływa jednak coś jeszcze. Coś czego nie posiadała wcześniej żadna platformówka: inteligencja wrogów. Zazwyczaj przeciwnicy w platformerach chodzą sobie tam i spowrotem nie zwracając uwagi na nic. Tu natomiast zachowują się oni odpowiednio do zaistniałej sytuacji, np. robot moze nas nie zauważyć, ale kiedy w nieco strzelimy ten od razu ruszy w naszą stronę lub zacznie natychmiast posyłać w stronę gracza serię pocisków. Przez to wszystko gracz powinien każdą akcję dobre przemyśleć, bo bieganie ciągle przed siebie i strzelanie we wszystkie strony szybko kończy się śmiercią... niestety naszą ;). Taki mały szczegół, a robi tak ogromną różnicę.

Na plus należy zaliczyć wygląd poziomów, których jak wspomniałem jest 16. Podzielone zostały one na cztery światy: Fantasy Forest (wielki, ciemny las), Underground Mine (kopalnia zalazna częściowo wodą), Tinhead Factory (fabryka produkująca Tinheadów) i Dr. Destiny's Castle (zamek strzeżony przez roboty-rycerzy). Każdy z tych światów posiada własną grafikę, własnych wrogów, własne pułapki i inne urozmaicenia. Poziomy są też tak skonstruowane, żeby zabawa nie polegała na ciągłym biegnięciu w prawo, więc trzeba czasami trochę pomyśleć, nie raz musimy znaleźć jakiś klucz, przełączyć dźwignię, itp. Plansze są ogromne i początkowo łatwo się w nich zgudzić. Poziomy bogate są też w różne znajdźki, takie jak monety, diamenty czy bonusy w postaci dodatkowych żyć lub amunicji.

Autorzy do dyspozycji dali też dość bogaty arsenał broni. Początkowy karabin jest bronią dość dobrą, ale w późniejszych etapach okazuje się być jedynie ostatnią deską ratunku. Znaleźć jednak można różne inne "zabawki" do eliminowania zagrażenia, a wśród nich znajdziemy m.ni. karabin plazmowy, wyrzutnię rakiet czy miotacz ognia. Każda broń ma niestety ograniczona ilość amunicji, a po dłuższym prowadzeniu ognia broń przestaje działać tak jak powinna: pociski są wypuszczane o wiele wolniej. W takich sytuacjach pomocne mogą się okazać kulki z literą "P".

Pochwalić trzeba oczywiście też oprawę A\V. Muzyka w grze jest krótko mówiąc cudna. Skoczna, wesoła melodia podczas wczytywania poziomów; ostre, gitarowe kawałki podczas gry. Muzyka daje takiego kopa, że ciężko oderwać się od monitora. Charakterystyczne utwory na zawsze zapadają w pamięci i ciężko o nich zapomnieć. Pięknie brzmią też wszystkie eksplozje, mocne dźwięki strzelania, itp.

Nie inaczej jest z grafiką. Tak wspaniałej, równie ładnej oprawy wizualnej nie widziałem nigdy w żadnej platformówce. Poziomy są bardzo kolorowe, pełne detali, dopracowane w najdrobniejszych szczegółach. Wymyślni wrogowie i wieloklatkowe, bardzo płynne animacje nadal robią wielkie wrażenie. Wszystko jest bardzo wyraźne, obiekty są duże. Szególnie ładnie wyglądają bossowie (po zakończeniu każdego świata). Po prostu cud, miód i orzeszki.

A co z wadami? Cóż, trochę na siłe je wyszukiwałem, co by nie było samych zalet ;). Czasami poziom trudności rzeczywiście został nieco przegięty, np. gdy trzeba skakać po obracających się platformach w jednej z plansz w zamku. Czasami też miałem wrażenie, że dana plansza zrobiona została od niechcenia (tysiące kulek i kilka wind, bez wrogów i przeszkadzajek). Na szczęście takie rzeczy zdarzają się dopiero pod koniec gry. Nie podobało mi się też, że w grze nie ma możliwości zapisania stanu gry. Sprawę ratują nieco kody do poziomów, ale mimo wszystko czasami chciałoby się po prostu zapisać stan, żeby nie męczyć się z tym miejscem później, gdy ewentualnie zginiemy. No i niestety nieco skopane sterowanie. Początkowo można mieć nieco problemy z celnym strzelaniem i omijaniem wrogów, gdyż ogień normalnie prowadzimy tylko przed siebie, ale gdy przytrzymamy przycisk Fire i poruszymy joystickiem to zmieni się nam kierunek strzelania, jednak nie da się wtedy biegać. No, ale da się do tego przezwyczaić ;).

"Ruff'n'Tumble" to najlepsza platformówka w jaką dane było mi grać. Wysoki poziom trudności czy staranna oprawa do dziś robią wrażenie, a wady są prawie nie zauważalne. Gra zachwyca pod każdym względem, jednak może okazać się za trudna dla niektórych osób. Mimo wszystko warto samemu spróbować swoich sił i poćwiczyć zręczność, bo "R'n'T" to chyba jedyny platformer, który jest równie dobry, co legendarny "Superfrog".

Ocena: 9+/10

 

Plusy: Minusy:

+ grafika i audio
+ poziom trudności
+ inteligencja przeciwników

- dla niektórych za trudna

lukasz050792



[ WSTECZ | SPIS TREŚCI | GÓRA | DALEJ ]